Dzisiaj, na zupełnym luzie, wolny od emocji, ale nadal zastanawiający się nad tym – iść, czy nie iść w niedzielę na ….działkę nacieszyć się naszą roślinnością, kombinuję, że odrodziły się ostatnio stare zapomniane chwyty w relacjach władza-społeczeństwo.
Oczywiście mam na myśli „gospodarskie wizyty i przecinanie wstęgi. Na szczęście, w toku przemian, nie udały jeszcze zakłady tekstylne produkujące ten wielce poczytny artykuł pasmanteryjny. Dzięki temu, niemal codziennie, tnie się niczym kraj długi i szeroki. No cóż, jak się nic innego nie potrafi, to trzeba ciąć. Czy z tego operowania nożyczkami coś wynika? Podejrzewam, że zupełni nic. Tak samo, jak marny skutek przynoszą tzw. gospodarskie wizyty tzw. Szacowny Gości. Przyjeżdżają tacy. Burzą porządek zastany i ciszę zaścianka. Karzą biegać za sobą „Tutejszym”. Wpadają tu i tam. I co? Ano nic. Poza seriami fot na biednym FB, pies z kulawą nogą, nie zawróci na to uwagi. Tak to już jest, że konkret i bezpośredni kontakt z wyborcą zastępuje się celebrą i pustymi gestami. Szkoda, bo w ostateczności nie będzie ważne, jak pisze się „zwycięstwo” – przez „s”, czy „z” – tylko, czy Nowak, Kowalski, lub Malinowski stanie w niedzielę przed urną wyborczą i komuś konkretnemu zaufa. A ja – nadal mam dylemat. Iść, czy nie iść?
p.s. Ilustracją jest rysunek Mistrza Andrzeja Czeczota „Powrót syna marnotrawnego” zamieszczony na portalu polskamasens.pl.

Comments

comments