Niedzielne rozstrzygnięcie zmagań o zasiedlenie Belwederu po raz kolejny było dowodem na to, że elektorat nie bardzo lubi, gdy traktuje się go przedmiotowo. I bez względu na to, co będzie dalej niedzielna porażka powinno być nauczką dla wielu. I tych od ogródków działkowych, i stowarzyszenia hodowców motyli i lokalnych samorządów.

Bo, gdy na siłę chce się udowadniać wszystkim, że posiadło się tzw. „wszystkie rozumy” i wie się najlepiej, co jest dla nas dobre, to koniec będzie przewidywalny. No, ale do tego trzeba dojrzeć i może efekty swojej nieomylności sprawdzić na własnej skórze.
Ten przydługi wstęp dotyczy osobistej refleksji na temat budżetu obywatelskiego. Nie lubiłem go od początku i nadal uważam, że była to ściema władzy, która na silę chciała pokazać swoje ludzkie oblicze. Ot, „wytniemy” trochę szmalu z miejskiej kasy i damy ludowi się wyżyć inwestycyjnie. Niech mają poczucie tego, że mają na coś wpływ. Nie ważne, że jest coś takiego, jak rada miejska i radni, którzy mają reprezentować wyborców przed władzą i dbać o ich interesy. To, że tego nie robią w wystarczający sposób i łaszą się pod byle pretekstem, bo zjeść kawałem smacznego miejskiego „tortu” do tejże władzy, to inna sprawa. Uważałem, że wystarczy solidnie pogonić do pracy owy rajców i niepotrzebny będzie jakiś municypalny wynalazek. Ale skoro już stało się, jak się stało, to chyba, psia mać, warto uszanować wolę tych, którzy uwierzyli w siebie i włączyli się w przygotowanie projektu i zagłosowali. Nie ważna, za czym. Choć wiadomo, że „dworowi” z Armii Krajowej solą w oku jest kraszowicka plaża nad Bystrzycą. Wytoczyli przeróżnych ekspertów (wsio wiedzący Bolesław popisywał się, jak przystało na nowo powołanego szefa rady nadzorczej wodociągów, tudzież „Alfonsa” i Omegę, nie tylko, od jakości trawy na Wrocławskiem stadionie miejskim). Rozpisana na role i przetrenowana „szopka” na zebraniu z mieszkańcami, to było już istne kuriozum. Wszystko po to, by wypiąć się na to, co uchwalono w poprzedniej kadencji i tym samym pokazać poślady mieszkańcom tej części miasta. I nic nie pomoże zaklinanie rzeczywistości, bajką o koniczności dostosowania procedur do potrzeb. Ciekawe czyich? Czy nowych lokatorów magistratu? Wiem jedno, że teraz spora część mieszkańców będzie miała w nosie nową koncepcję budżetu obywatelskiego, którą wymyślą oni. Bo, po co się starać, jak i tak, tam na Armii Krajowej, wiedzą lepiej, co nam trzeba!
I słusznie, bo Wadza to nie tylko majestat, ale nieomylność i mądrość niczym niezmącona.
p.s. Fota pochodzi z portalu swidnica24.pl.

Comments

comments