No i mamy ostatni tydzień przed wyborczą metą. Cel jest znany. Kasa za bycie euro wybrańcem. Piszę to ze sporym przekąsem, bo charakter tej kampanii dowodzi, że kandydaci wcale nie zachęcają nas, świadomych wyborców do zaufania, im. Prześcigają się w opowiadaniu bzdur i nabijaniu nas w przysłowiową butelkę. Jeden z tych, najgłośniejszych jest tylko wierny od dziesięcioleci wyznaczonej linii tworzenia swojego wizerunku. Mam na myśli JKM, szefa Kongresu Nowej Prawicy. Partii nie znam, ale faceta znam od ponad piętnastu lat.
Jako początkowy żurnalista bywałem na wielu jego spotkaniach w tzw. terenie. Zawsze był taki sam. Szokująco, krytyczno – bezczelny. I nie inny jest dzisiaj, gdy chce podkładać bombę pod Euro Parlament, do którego sam startuje. Cóż taki jego urok. Można go kupować albo nie. A że szokuje, nic na to nie poradzimy. Okazuje się, że tylko „zwariowaną innością” można dzisiaj zwrócić na siebie uwagę. Bywają i wyznawcy tradycyjnego stylu kreacji. Ci, a raczej te „gadające głowy” wciąż i bez chwili refleksji „nawijają” przysłowiowy makaron na uszy, byle tylko złapać słuchaczy. Bywa też, że nie starają się łapać tych słuchaczy, tylko spotykają w swoim gronie i obiecują do mikrofonów wszystko, co tylko się da. Rano słuchałem takiego odcinka pt „Dam na rewitalizację Świdnicy”. Cóż Pan Doktor, kandydat rozdawał Świdniczanom nadzieję, jak Zagłoba nie swoje ziemie. Bo cóż można dać, skoro nie wiadomo, kto będzie rządził województwem, a to ono dzieli unijne granty, po jesiennych wyborach samorządowych. Partia Miłości od kilku miesięcy, tak naprawdę tylko stara się jakoś trzymać Dolny Śląsk w swoich rękach. Co bardziej ważne miejsca przy sterze połapali już fachowcy z ODŚ i grają swoją gierkę. Tak, to jest, gdy nie ma człowieka, który by to trzymał twardą ręką. I nic się nie zmieni po 25 maja. Jedynie to, że pan Jacek P. usłyszy zarzuty z niemieckiej prokuratury, w partii zgodnie ze statutem go zawieszą i będzie klapa. Jesienne wybory dla Partii Miłości staną się Waterloo. Niestety. Dlatego dzisiejsze obiecywanie „gruszek na wierzbie”, to jedno, co mogę o tej kampanii napisać. Dobrze, że to już niedługo finał.

Comments

comments