Na temat schodzenia ze sceny istnieje sporo tzw. mądrości ludowych. I jedna przebija drugą. Oczywiście dla uważnych obserwatorów życia politycznego autorem tej o tym, jak to koniec świadczy o prawdziwym mężczyźnie, jest nasza zasłużona Baba z brodą, czyli Miller Leszek, akuszer sukcesu nowej szefowej magistratu. Jest też piosenka o schodzeniu ze sceny, ale jak zwykle nie pamiętam, czyja. Chyba Perfekcyjnych staruszków od Markowskiego. Wszyscy ją znają. Pewnie i też właściciele Galerii 44, którzy w wielkim stylu puentują swoją przygodę ze świdnickim Rynkiem pełnym tradycji. Tym, który to umierał, a może już umarł w kampanijnych przekazach przeróżnych miejskich wieszczyków.
Wczoraj na swoim galeryjnym fanpage’u umieścili wiadomość o ostatniej kawie, którą można będzie wypić 15 grudnia. Dla wielu komentatorów był to szok. Mnie uwiodło bez reszty. Pani Irena (której jakoś nigdy nie poznałem, a szkoda) i Paweł, jej mąż stworzyli coś, na co to miasto czekało. Miejsce i atmosferę. Tam, gdzie to było potrzebne. Aby nie popadać w łzawą melancholię, pamiętam stojącą opodal budkę – posterunek Milicji Obywatelskiej. Cóż to było za cudowne zjawisko. I ten dyżurujący tam często Sarnecki. Ale do brzegu. Odwiedziliśmy z moją NŻ Galerię 44 kilkakrotnie. Po jednej z takich sobotnich wizyt mężczyzna życia jednej z naszych córek (tej od strony żony) tak zakochał się w tamtejszych specjałach, że pojechał do Świdnicy następnego dnia, by zaliczyć znów Galerię. Wtedy to, dokładnie w maju tego roku, zawiesiłem wpis o urokach tego miejsca. Oto jego fragment:
Okazało się, że tym wymarzonym miejscem jest dawna rynkowa Galeria Fotografii, a dzisiaj Galeria 44. Byłem tam może raz. Przy okazji Kongresu Regionów. I drugi, gdy sprawdzaliśmy oferty świdnickiego rynku mieszkaniowego. Ta druga wizyta przeszła jakoś bez echa. Pewnie dlatego, że wtedy pierwszy raz „zaliczyłem” wieżę ratuszową. Jak mawiają moje dzieci, to wydarzenie „zryło” mi zupełnie beret. Ostatecznie po krążeniu w tzw. bloku śródrynkowym (pomiędzy drzwiami, do których zamykania miał być przyjęty wspominany onegdaj regulamin!!!!!) trafiliśmy do celu.
Galeria 44 ugościła nas pucharami lodowymi o cudnym wyglądzie i takimż smaku. A deser ananasowy podany w połówce owocu z grzywką wywołał entuzjazm i pstrykanie zdjęć. W końcu w takim miejscu obiektyw zawsze był mile przyjmowany. Nowoczesny i przejrzysty design lokalu z limonową nutą przewodnią cieszy oczy i nie męczy nadmiarem przedmiotów. Proste szkło do serwowania napojów i deserów jest eleganckie i szykowne. Obok letniego ogródka Galerii pysznią się kolorowe bukiety świeżych kwiatów z Rynkowych kwiaciarni. Właściciele witają i żegnają gości osobiście. Znajdują czas na krótkie pogawędki. Czuć, że lubią swoje miejsce i chętnie goszczą w nim ludzi. Usadzeni w wygodnych kanapach kontemplowaliśmy nieśpiesznie mijający czas, gapiąc się na przechodzące wycieczki, przechodniów, fasady kamienic i pierzaste chmury nad Świdnicą. Spokojny świdnicki Rynek urzeka. Nie ma na nim wrocławskich tłumów, żebraków i oczywiście wrocławskich cen. Hasło – Rynek z tradycjami – zaczyna nabierać tu sensu. I to za sprawą wspomnianej Galerii 44, której wizytówką są smakowite desery, a nie grill i piwo. Nawet warzone w Świdnicy”.

p.s. Fota Tomka Pietrzyka ze swidnica24.pl. Pozwolił wziąć i za to dziękuję.

Comments

comments