Nie będę wyważał dawno otwartych drzwi, jeśli przypomnę, że są na świecie rzeczy ważne, mniej ważne i …. bój o skradzioną wartość intelektualną. Tak to bywa z tą zakichaną hierarchią, jeśli ma się w tyle głowy „zafiksowany” niedosyt uwagi. Jak zwykle przywoływana w takich momentach moją NŻ, nazywa to syndromem „braku palca trzymanego tam, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę”. Gdy brakuje wspomnianego palca (obojętnie, w której części ciała) to mamy wrażenie, że stajemy się mało ważni i nie mamy wpływu na tworzenie codzienności. No i…. dzielimy torcik, by nakarmić nim jakiś urzędników; szukamy dziury w całym. Ot po prostu za wszelką cenę staramy się zwrócić na siebie uwagę.
Efekt jest, jaki widać. Już nawet wymyka się on ze skali ocen. Zresztą, po cholerę toto oceniać? Nie warto! Warto natomiast głośno mówić o płk Krzysztofie Moczydłowskim, który na tym bezkresie miernot i żebrzących o zwrócenie na siebie uwagi, jest kimś wyjątkowym. Zabawne, że ta jego wyjątkowość w zasadzie jest trzymaniem się rozsądku i normalności. Otóż nasz dzisiejszy bohater to dyrektor koszalińskiego więziennictwa. Pan płk został w poniedziałek uznany przez sąd za winnego ws. wpłacenia 40 zł grzywny za osadzonego w areszcie chorego psychicznie mężczyznę. Trafił on tam, bo nie zapłacił grzywny za kradzież wafelka wartego 99 gr. Płk Olkowicz został nagrodzony przez Radio TOK FM za to, że „zachował się jak człowiek, który żyje w kraju, gdzie prawo działa według zasady dobra i słuszności”. – Od 30 lat pułkownik Olkowicz styka się z wykonywaniem orzeczeń prawa karnego. Na bazie tego doświadczenia, po prostu z ludzkich pobudek, zajmuje się analizą i krytyką konsekwencji jednego z wymiarów sędziowskiej niezawisłości – niezawisłości od rozumu – mówił w laudacji o Laureacie tegorocznej Nagrody Radia TOK FM dr Paweł Moczydłowski.
Jak dalej pisze gazeta.pl – „ sprawa płk. Olkowicza trafiła na wokandę po tym, jak o wpłaceniu grzywny za ubezwłasnowolnionego Arkadiusza K. do Ministerstwa Sprawiedliwości donieśli nieustaleni podwładni Olkowicza. Podpisujący się, jako „zaniepokojeni funkcjonariusze okręgu koszalińskiego” powiadomili oni resort o podejrzeniu naruszeniu przez dyrektora art. 57 par. 1 Kodeksu wykroczeń, który zabrania uiszczania za więźnia grzywny przez osobę niebędącą dla niego najbliższym. Grozi za to areszt lub grzywna.”

Na szczęście kary nie było, bo sąd jakoś wybrnął z tej kuriozalnej sytuacji. Ale ten przypadek jeszcze raz dowodzi, że trudno jest mieszkać w kraju, w którym w majestacie prawa dochodzi do takich idiotyzmów.
P.S. Foto pochodzi z portalu gazeta.pl/

Comments

comments